🇵🇱 Zimowa wędrówka na Malinowską Skałę / 🇬🇧 Winter Ascent to Malinowska Skała (PL/ENG)

🇵🇱
Zima w Beskidach ma swój własny rytm.
Światło jest niższe, cichsze, a góry wyglądają inaczej niż latem – surowe, pocięte liniami grzbietów, często ukryte w chmurach. Tego dnia postanowiłem przejść jedną z moich ulubionych tras w rejonie Szczyrku.
Miało być spokojnie, zimowo i bez pośpiechu. Dopiero później okazało się, że warunki stworzyły świetny klimat na zdjęcia.
🇬🇧
Winter in the Beskids has its own rhythm.
The light is lower and softer, and the mountains take on a completely different shape – raw, quiet, carved by ridgelines and often wrapped in clouds. That morning I set out on one of my favourite routes near Szczyrk.
I wanted a calm, simple winter hike. Only later did it turn out that the conditions were perfect for photography.




🇵🇱
W pracy miałem dzień wolnego, więc postanowiłem wykorzystać go aktywnie. O 8:30 wsiadłem w autobus i dojechałem na ostatni szczyrkowski przystanek – Solisko. Zimą autobus dalej już nie jedzie, bo droga na Przełęcz Salmopolską bywa zasypana śniegiem i przejazd jest często trudny.
Wysiadłem więc u podnóża kompleksu narciarskiego Szczyrk Mountain Resort i ruszyłem w górę. Zaplanowana trasa prowadziła mnie dookoła osiedla Malinów, a początek wycieczki to od razu ostre podejście stromym, niebieskim szlakiem.
🇬🇧
I had a day off from work, so I decided to use it outdoors. At 8:30 I took a bus to Solisko – the last stop in Szczyrk. In winter the bus doesn’t continue toward the Salmopol Pass, as the road is often covered with snow and hard to drive safely.
So I started my hike near the Szczyrk Mountain Resort and headed uphill. My planned route circled the Malinów area, and right from the beginning I faced a steep ascent along the blue trail.




🇵🇱
Warunki na podejściu – zimowa klasyka Beskidów.
Im wyżej, tym śniegu było więcej – ale nie tego lekkiego, puszystego. Na szlaku zalegała mokra, ciężka breja, a pod nią zdradliwe płaty lodu. Każdy krok wymagał skupienia, bo noga potrafiła uciec w bok szybciej, niż człowiek zdążył pomyśleć o rakach.
Mijając ostatnie zabudowania i wchodząc w las, zrobiło się cicho. Tylko skrzypiący śnieg i szelest suchych liści pod warstwą bieli. Dalej – coraz wyżej – drzewa zaczęły się przerzedzać, a podejście stało się bardziej strome. Po kilkudziesięciu minutach wyszedłem na bardziej otwarty teren, gdzie po raz pierwszy tego dnia pojawiły się szersze widoki.
Ostatni odcinek przed Przełęczą pod Malinowem to już typowa zimowa przeprawa: rozjeżdżony przez quady i skutery śnieg, koleiny pełne lodowatej wody, a momentami wąska ścieżka trzymająca się stromego zbocza. Trudno, technicznie, ale nagroda czekała kilka minut dalej – żółta tabliczka na 1005 m n.p.m. i pierwsze poczucie, że wyprawa naprawdę zaczyna się rozkręcać.
🇬🇧
Challenging conditions on the way up – classic winter in the Beskids.
The higher I climbed, the more snow appeared – not the light, fluffy kind, but heavy, wet slush with hidden sheets of ice underneath. Every step required attention, as the ground could give way faster than you could think about putting on traction spikes.
Leaving the last houses behind and entering the forest, everything fell silent. Only the crunch of snow and the faint rustle of dry leaves buried under the white layer. Further up, as the trees thinned, the slope grew steeper, and after a while the first wide views of the day appeared.
The final stretch before the Malinów Pass was true winter terrain: churned-up snow from quads and snowmobiles, rutted tracks filled with icy water, and at times a narrow path clinging to a steep hillside. Tough, technical, but worth the effort – a few minutes later the yellow trail sign at 1005 m greeted me, marking the start of the real mountain part of the day.




🇵🇱
Od Przełęczy pod Malinowem czeka mnie kolejne długie, strome podejście. Na szczęście wraz z wysokością zmieniły się też warunki – mokry, rozjeżdżony śnieg z niższych partii zastąpiła twardsza, dobrze związana warstwa. Kroki wreszcie przestały uciekać, a podejście zaczęło iść swoim rytmem.
W pewnym momencie las przerzedził się, a przede mną otworzył się pierwszy widok. Najpierw delikatny, nieśmiały – pojedyncze szczyty pomiędzy nagimi drzewami. Potem coraz szerszy, aż w końcu wyszedłem ponad linię drzew i poczułem, że wchodzę w zupełnie inną przestrzeń.
Szerokie panoramy, pasma ciągnące się po horyzont i niebo, które tego dnia robiło własne przedstawienie – ciężkie, warstwowe chmury przepuszczały pojedyncze smugi światła, nadając krajobrazowi surowy, ale piękny charakter.
🇬🇧
From the Malinów Pass another long, steep climb awaited me. Luckily, conditions changed with altitude. The wet, unstable snow from the lower sections gave way to a firmer, compacted layer. For the first time that day the steps stopped slipping, and the ascent found its rhythm again.
Soon the forest began to thin out, revealing the first hints of a view. At first just fragments of ridgelines between bare branches. Then, step by step, the horizon opened wider, until I finally climbed above the treeline and felt as if I had entered a different world.
Wide panoramas, distant ranges stretching endlessly, and a sky that carried its own drama – heavy layered clouds letting through narrow beams of light, giving the landscape a raw but captivating mood.




🇵🇱
Ostatnie podejście przed szczytem prowadziło już otwartym terenem, gdzie z każdym krokiem horyzont rozszerzał się o kolejne pasma Beskidów. Z lewej strony pojawiły się pierwsze prześwity w chmurach, a nade mną — śnieżna grań ciągnąca się w stronę Skrzycznego. Słońce próbowało przebić się przez niską warstwę chmur, tworząc delikatną, chłodną poświatę nad całym grzbietem.
Kilka minut później dotarłem do charakterystycznego drogowskazu — Malinowska Skała 1152 m n.p.m. To miejsce od lat stanowi jeden z najbardziej rozpoznawalnych punktów Beskidu Śląskiego. Sama skała to efekt naturalnych procesów erozyjnych, które odkryły potężny blok piaskowca istebniańskiego. Wysoka na kilka metrów, z wyraźnymi spękaniami i surową formą, jest doskonałym świadectwem geologicznej historii tych gór. Latem przyciąga miłośników geologii, zimą — stanowi piękny, kontrastowy akcent pośród bieli.
Stojąc obok masywnego skalnego bastionu, mogłem spojrzeć daleko w stronę Kotliny Żywieckiej, gdzie niski wał mgieł zalegał pomiędzy szczytami, jakby doliny wypełniły się zimowym światłem. Z drugiej strony ciągnęła się śnieżna ścieżka w kierunku Malinowskiej Przełęczy i dalej na Skrzyczne — ta część wędrówki dopiero czekała, ale już tutaj było jasne, że dzień przyniesie wiele widoków.
Malinowska Skała o tej porze roku jest spokojna, surowa i piękna w swojej prostocie — idealne miejsce, by na chwilę zatrzymać się przed kolejnym etapem drogi.
🇬🇧
The final stretch toward the summit led through open terrain, where each step revealed more of the Beskid ridges unfolding ahead. The clouds began to split above the horizon, and the snow-covered crest guiding the way to Skrzyczne appeared in full view. The sun struggled through the low winter sky, casting a soft, cold glow across the ridge.
A few minutes later I reached a familiar landmark — Malinowska Skała, 1152 m. This formation is one of the most iconic spots in the Silesian Beskids. The rock itself is the result of long-term erosion exposing a massive block of istebniański sandstone. Tall, fractured, raw in its shape, it stands as a natural monument to the geological story of this range. In summer it draws hikers and geology enthusiasts; in winter it becomes a striking, solitary figure surrounded by snow.
Standing beside the rugged stone mass, I could look far into the Żywiec Basin, where a low blanket of mist filled the valleys as if light itself had settled between the mountains. Behind me, the white trail stretched toward Malinowska Pass and further to Skrzyczne — a route waiting for the next chapter of the day.
At this time of year, Malinowska Skała feels quiet and austere, yet undeniably beautiful — a perfect vantage point before heading deeper into the winter landscape.



🇵🇱
Na Malinowskiej Skale spędziłem dłuższą chwilę, kręcąc dronem ujęcia, które jeszcze dziś wieczorem pojawią się w formie krótkiej rolki na moim Instagramie i TikToku – szukajcie ptaku_fotodron.
Mimo chłodu i przelotnego wiatru trudno było się stamtąd ruszyć. Widoki w stronę Baraniej Góry i Kotliny Żywieckiej co chwilę zmieniały się wraz z cienkimi pasmami światła, które przebijały się przez chmury. Z góry widać było wyraźnie swoją drogę – tę, którą już przeszedłem, i tę, która dopiero czekała na kontynuację.
To dopiero pierwsza część tej wycieczki. W drugiej ruszę z Malinowskiej na Skrzyczne – przez odsłonięte grzbiety, zimowe połacie i wzdłuż narciarskich tras. Publikacja wkrótce.
Zapraszam do śledzenia dalszej relacji.
🇬🇧
I spent a good while on Malinowska Skała, capturing drone footage that will be turned into a short reel later this evening on my Instagram and TikTok – look for ptaku_fotodron.
Despite the cold and the wind, it was hard to leave. The views toward Barania Góra and the Żywiec Basin kept shifting with every break of light pushing through the clouds. From above, the entire route was laid out clearly – the part I had already covered, and the one still waiting ahead.
This is only the first part of the journey. The second will take me from Malinowska Skała to Skrzyczne – across exposed ridges, winter slopes, and ski routes. Coming soon.
Stay tuned for the continuation.
Thanks :)