Ruch napędza ruch

Na zdjęciu Plac Biskupi. A w zasadzie kamienice po drugiej stronie placu. Bardzo lubię ten widok, gdy robi się ciemno i zaświecają się światła w oknach. I w związku z oknami naszła mnie wczoraj pewna refleksja.
Okna to atut KBK. Aż 5 z nich wychodzi na ulicę. Są widoczne. Ludzie zwracają na nie uwagę. Przez wiele lat zastanawialiśmy się co zrobić, by ludzie nie poprzestali na patrzeniu przez nie i decydowali się w nie zapukać. Co ciekawe zaczęli to robić dopiero po ogłoszeniu niepodległości, a zwłaszcza po opublikowaniu rekordowej rolki.
Obecnie w 5 oknach jest jakaś informacja. W pierwszym od drzwi jest tabliczka z informacją i manifest. W drugim jest jeszcze więcej informacji napisanych na lustrze. W trzecim jest duży ekran z kluczami. W czwartym komunikat po łotewsku. W piątym jest informacja po angielsku. Okna w szafie na pewno można jeszcze jakoś "ulepszyć", można też wykorzystać lepiej parapety (do jednego przyczepiłem magnesy), ale wydaje mi się, że i tak jest dobrze. Dlaczego więc wciąż stosunkowo mało osób wpada z ulicy? Z moich obserwacji wynika, że wpływ na to ma szczególnie jeden czynnik. A mianowicie RUCH. Nie otwarte drzwi, nie napisy, ale to co dzieje się w środku.
W ostatnim czasie KBK odwiedziło kilka osób przechodzących ot tak. Większość z tych wizyt miała miejsce, gdy w otwartej enklawie był ruch większy niż zwykle. To tylko potwierdza banalną prawdę, o której już pisałem, że ludzie (co do zasady) ciągną tam gdzie są ludzie. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale jak chce się stworzyć popularne miejsce to trzeba mieć to na uwadze. Równocześnie jest to chyba największa bariera, z którą przez lata nie mogliśmy sobie poradzić. No bo jak przyciągać ludzi ludźmi do pustego lokalu?
Jaki z tego wniosek? Promocja w Internecie to jedno, ale jednym z ważniejszych wyzwań przed jakim wciąż stoi KBK jest poradzenie sobie momentami pustki. Co prawda jest ich coraz mniej, bo powoli ludzie wyrabiają nawyk przychodzenia bez żadnej okazji (i wydarzenia), ale wciąż jeszcze zdarzają się ciche wieczory.
