Kolejny krok kabekowej opowieści

Rozpoczęło się 11 lat temu od "herberciarni", którą każdy mylił z herbaciarnią. Herbert + herbata okazał się jednak mało chwytliwy. Później, podczas pandemii, utrwaliła się nowa definicja - miejsce spotkań w duchu poezji Zbigniewa Herberta. Niewiele to jednak zmieniło, bo definiowanie lokalu Herbertem wciskało nas w wąską niszę poezji.
Rok temu nastąpił przełom. KBK ogłosiło niepodległość i zdefiniowało się jako "otwarta enklawa". Równolegle przeprowadzony został rebranding. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Pojawiło się sporo nowych osób. Jeszcze więcej dowiedziało się o Królestwie.
W tym roku narracja o "otwartej enklawie" uzupełniona została koncepcją "miejsca trzeciego". Nie ukrywam, że mam duży dystans do socjologicznych koncepcji, ale ta akurat mocno dotyka istoty KBK i uzasadnia konieczność jego istnienia. Miejsca, gdzie jest społeczność, gdzie można przyjść bez zaproszenia, siedzieć godzinami i poznawać ludzi, gdzie toczą się dyskusje i słychać śmiech - takie miejsca są potrzebne. Zawsze to wiedziałem, ale opierałem to tylko na logice i intuicji. Teraz jednak potwierdziła to nauka.
Nauka jednak nie budzi emocji a ludzie kierują się emocjami. Dlatego dwa miesiące temu pisałem o wykorzystaniu nostalgii dla celów KBK. Okazało się to trudniejsze niż myślałem, ale koncepcja ewoluuje...
W połowie lipca podczas spotkania wolontariuszy @mynewlife postawił pytanie: "Jaki problem rozwiązuje KBK?" O ile dobrze zrozumiałem zadał mu je ktoś podczas Slot Art Festivalu. Długo nie trzeba było się zastanawiać i doszliśmy do wniosku, że jest nim samotność. W KBK przecież łatwo poznaje się ludzi. Łatwiej niż gdziekolwiek indziej. Co jednak ciekawe, kwestia problemu samotności, nigdy nie była przez nas jakoś specjalnie wykorzystywana. W oficjalnych przekazach pojawiła się chyba tylko w rolce o 3 powodach, dla których warto odwiedzić KBK. Intuicja podpowiada, żeby być z tym ostrożnym, bo kierowanie przekazu głównie do samotnych może nas zamknąć na tych, którzy nie mają z tym problemu.
Mówią: whisky to nie wszystko, można bez niej żyć,
Lecz nie wiedzą o tym,
Że najgorzej w życiu to,
To samotnym być, to samotnym być...
Sęk w tym, że samotność w dzisiejszych to zwykle pochodna innego, większego problemu. Co więcej - z problemem tym każdy może się utożsamić i łatwo go zrozumieć, bo jest on powszechny. Mam tu ma myśli smartfonozę i uzależnienie od mediów społecznościowych. W czwartek mamy w KBK na ten temat spotkanie i przygotowując się do niego uświadomiłem sobie kilka prawd:
- Po pierwsze, problem samotności ściśle związany jest z nawykami. Jeśli ktoś jest "nołlajfem" to jeśli odwiedzi KBK i dalej będzie siedział w telefonie to niewiele mu to pomoże.
- Po drugie, smartfonoza i media społecznościowe to o wiele szerszy problem powiązany z różnymi kwestiami od dezinformacji po problemy z koncentracją.
- Po trzecie, jest to problem, który coraz więcej ludzi zauważa. Trafiłem ostatnio na Instagramie na 2 materiały. Oba były o tym, że media społecznościowe są problemem. Oba miały nadzwyczajnie dużo reakcji. Paradoks tkwi w tym, że było to na IG.
- Po czwarte, nagłaśnianie tego problemu i próba jego rozwiązania przez KBK jest całkowicie spójna z tym co robimy. Nie uda się nic zmienić bez zastąpienia miejsc wirtualnych tymi realnymi.
Reasumując: nowa narracja może być dla KBK kluczowa, bo ludzie chętniej wspierają inicjatywy, które rozwiązują uniwersalne problemy, z którymi mogą się utożsamić. Wiele miejsc trzecich zniknęło bezpowrotnie, bo nikt dobrze nie zakomunikował światu, że zamknięcie ich i zastąpienie rzeczywistością wirtualną będzie miało opłakane skutki.
Wygląda jak odwrotność "kafejki internetowej"?
Kiedyś ludzie przychodzili do kafejki internetowej, żeby dostać się do sieci.
Teraz można użyć sieci żeby spotkać się w KBK ;-)
HA! A niektórych sytuacjach paradoksalnie KBK jest tym samym czym była kawiarenka internetowa na początku XXI wieku. Ja do kawiarenek chodziłem, aby poprzez różne strony poznać ludzi z innych stron świata. Teraz mogę to zrobić bardzo łatwo i bez pośrednictwa sieci w KBK.